Misiu niereformowalny…

…chyba już Tobie kiedyś (a nawet całkiem niedawno) klarowałem zalety Lupo 3L.

Nadal nie dotarło do Ciebie, że to badziewie nie warte splunięcia a nie samochód? Skarbonka bez dna, bez szans na znalezienie części zamiennych (nawet spora część elementów nadwozia, w tym elementy blacharskie, szyby i lampy muszą być do „3L”, bo od zwykłego Lupo po prostu nie będą pasować, o „nienaprawialnym” 1,2TDi też chyba pisałem).

Co do Polo – zgoda.

Tylko, za rezygnację ze znaczka VW na masce można w budżecie „do 8k” kupić już kilka rozsądnych aut i wcale nie trzeba dopłacać. Szkoda, że autorka z góry wyklucza Opla, bo to, czym jeździ moja małżonka (Astra G) idealnie wprost spełniałoby jej wymogi. No i nie ma kłopotu z kupnem czegoś 2000+ za osiem tysięcy. No i Astr takich sprzedało się w Polsce w wuj i ciut ciut (Polo 3L zdaje się kilkanaście sztuk zaś sprzedano w salonach, bo cena była zaporowa), tak więc zdarzają się na rynku wtórnym egzemplarze od prywatnych, pierwszych właścicieli, z udokumentowanymi przebiegami.

Jak nie Astra, to może da się już Toyotę Yaris gdzieś znaleźć za te pieniądze, z pierwszych roczników produkcji. To też nieupierdliwy samochód (choć w tym wypadku też, jak w VW, przepłacasz za znaczek).



Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym (W.Churchill)