Zależy od producenta…

…zaczęło się od MB, BMW i Volvo naście lat temu (druga połowa lat 90-tych).

Odkryli, że w przypadku dużej części wypadków najechania na stojącą/dużo wolniej poruszającą się przeszkodę jest tak, że wpierw hamujemy bardzo gwałtownie, a potem (w reakcji na duże przeciążenie) odpuszczamy trochę… tylko po to, by „dupnąć” miast wyhamować bezpiecznie. No to zrobili systemy, które w wypadku wykrycia hamowania awaryjnego hamują nadal ostro, pomimo tego, że my już lekko nogę z hamulca zdjęliśmy.

I tyle i tylko tyle robi „klasyczny” już układ brake assist.

Nowsze, bardziej wypaśne wersje sprzężono z czujnikami odległości (np. w Volvo) i automatycznym włącznikiem świateł awaryjnych.

Jedynie w Volvo system jest na tyle niezależny, że zahamuje w razie czego za Ciebie (ale dopiero wtedy, gdy „dupnięcie” jest już nieuniknione, celem minimalizacji jego skutków). W innych markach stosuje się różne dystraktory (sygnały dźwiękowe i ostrzeżenia świetlne) mające na celu skupienie uwagi kierowcy na możliwości spowodowania kolizji.



Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym (W.Churchill)